Formacja
całego człowieka wyrażająca się w Imieniu MARYJA
M iłość do
Jezusa (wymiar duchowy): To na wzór Maryi szukanie Jezusa,
kochanie Go i przestawanie z Nim.
A kceptacja to
co życie nam daje (wymiar umysłowy): To zgoda
na urzeczywistnienie się planów Bożych w moim życiu.
R adość z
życia (wymiar emocjonalny): To nieustanne uwielbianie Boga
swoim życiem i promieniowanie na innych wewnętrzną radością i
pokojem.
Y i
JA Ja (wymiar
fizyczny): To dbanie o siebie, o swoje zdrowie, o wypoczynek, o
środowisko.
STACJA
I: AIN KARIM:
Maryja
pielgrzymuje do Ain Karim do św. Elżbiety.
„W
tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do
pewnego miasta w pokoleniu Judy” (Łk 1,39). Ewangelista Łukasz,
wprowadzając nas w klimat Nazaretu i Ain Karim, ukazuje wspaniałe
Niewiasty, które pozostają dla nas wzorem słuchania Boga i
wyrażania zgody na Jego działanie. Przeżywając tajemnicę
Nawiedzenia, pragniemy dziś na nowo pochylić się nad pokornym
„fiat” Maryi i towarzyszyć Jej w drodze do Ain Karim, do domu
Elżbiety i Zachariasza. Napełniona Duchem Świętym Maryja, z
sercem pełnym wdzięczności, wybrała się pośpiesznie do pewnego
miasta w pokoleniu Judy położonego u podnóża wzgórza, aby z
potrzeby serca podzielić się z krewną Elżbietą swoim szczęściem,
że została wybrana na Matkę Syna Bożego.
Zapominając
o sobie i swoich problemach, nie lękając się trudu drogi i
niebezpieczeństw, Maryja udała się do Elżbiety, aby zanieść jej
pełne wiary i miłości pozdrowienie. Po cudownej interwencji Boga
nie zamknęła się w sobie, ale otrzymanym darem dzieliła się z
innymi. Oddała do dyspozycji Boga wszystkie swe siły i zdolności,
aby odpowiedzialnie realizować słowa, które wypowiedziała: „niech
mi się stanie”. Słusznie też Elżbieta widząc niezachwianą
wiarę Maryi nazywa Ją błogosławioną.
Maryja,
zapominając o trudzie przebytej drogi do Ain Karim, z radością
wyśpiewała hymn uwielbienia Boga za wielkie rzeczy, które Jej
uczynił. Ani na chwilę nie zwątpiła Ona w sens zbawczego planu
Boga. Przykład głębokiej wiary Maryi przynagla także nas do
wiernego i radosnego wysławiania Boga, dziękczynienia za Jego
nieustanną obecność wśród nas.
Nasze
życie przypomina wędrówkę pod górę, która wymaga wysiłku,
zapierania się siebie, wytrwałości, nieustannego spoglądania ku
celowi naszego pielgrzymowania. Wędrując po górach nie można
sobie pozwolić „na skróty”, trzeba iść wyznaczonym szlakiem,
być konsekwentnym i odważnym. Podobnie w naszym codziennym życiu
ważna jest wierność Panu Bogu w małych i większych sprawach.
Życzmy
sobie nawzajem, aby Maryja Matka Nadziei, towarzyszyła i pomagała
nam na drodze do „Ain Karim” naszego życia iposługiwania.
Uwielbiajmy Boga naszym życiem wierząc, że On kocha nas
nieskończenie i nic nie może nas odłączyć od miłości
Chrystusowej. Uczmy się od Maryi oraz od św. Elżbiety spoglądać
na wszystko i wszystkich z Bożej perspektywy.
STACJA II:
BETLEJEM:
Maryja
pielgrzymuje do Betlejem by zrodzić Jezusa.
Droga,
którą przemieszczali się Józef ze swoją brzemienną małżonką
Maryją z Nazaretu do Betlejem, wynosiła około 150 kilometrów. Dla
ówczesnych karawan trzeba było na jej przebycie poświęcić trzy
lub cztery dni.Dla pieszych ten czas się wydłużał. Dla Maryi w
stanie błogosławionym okazał się jeszcze dłuższy. Była to
podróż niezwykle męcząca. Stan dróg na trasie był zły, warunki
dla pieszych niekorzystne. Szlak nadawał się głównie dla karawan
oślich lub wielbłądzich. Nadto ze względu na okres spisu ludności
w całym kraju wszędzie panował tłok i pojawiły się dodatkowo
różnego rodzaju uciążliwości. Dla Maryi, znajdującej się w
dziewiątym miesiącu ciąży, podróż musiała być niezwykle
męcząca. Nasi małżonkowie z Nazaretu mieli do dyspozycji jako
środek komunikacji jedynie osiołka, który nadto dźwigał trochę
żywności i najkonieczniejsze rzeczy.
Gdy
doszli do Betlejem, w małym miasteczku aż wrzało od tłumu. który
szukał dla siebie noclegu. Ale nie było wolnego kąta w schronisku
dla karawan, ani w "gospodzie".
Tłok,
hałas, rozgardiasz w miasteczku skłonił św. Józefa do odejścia
poza domostwa i szukania zacisznego kąta na uboczu. Iznalazł takie
ustronie w grocie częściowo zajętej przez zwierzęta, z pustym
żłobem na kołyskę to wystarczyło Wcielonemu Synowi Bożemu i
Jego Matce. Choć miejsce zapewne było ciemne i brudne, jednak po
zaprowadzeniu pewnego porządku okazało się przytulne i zaciszne, i
odpowiadało planom Bożym. Tu miała dokonać się wielka Tajemnica,
którą tak opisuje św. Łukasz: "Kiedy tam przebywali,
nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego
Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie
było dla nich miejsca w gospodzie".
Zaufanie
Maryi po wielkich trudach zostało nagrodzone. Przybiegli pasterze,
opowiadając o śpiewających aniołach, przyszli mędrcy ze Wschodu
z przedziwnymi darami.
Aby
doświadczyć radości, trzeba najpierw zaufać, że Bóg wie, co
robi. Również w naszym życiu Pan nie zawsze prowadzi nas na
skróty,nie prostą i normalną drogą, nie zawsze bezboleśnie. Pan
dobrze wie, co robi. Cały czas troszczy się o nas i panuje nad
sytuacją. Bez Jego wiedzy włos zgłowy nam nie spada. Trzeba tylko
bardzo ufać. Kiedy więc zaczynają się niespodziewane problemy,
należy powiedzieć sobie z radością: zaczął się dla mnie czas
zaufania.
STACJAIII
– EGIPT:
Maryja
ucieka do Egiptu przed Herodem.
Herod
wiedząc od Mędrców o narodzeniu Mesjasza w Betlejem, postanowił
Go zamordować. Bóg jednak cudownie uchronił od przedwczesnej
śmierci Najświętszą Dziecinę. Oto Anioł Pański ukazał się we
śnie Józefowi, mówiąc: „Wstań, weź Dziecię i Matkę Jego, a
uciekaj do Egiptu i bądź tam, aż ci powiem. Albowiem Herod szukać
będzie Dziecięcia, aby je zatracić”. Józef wstawszy,
wziął Dziecię i Matkę jego w nocy i uszedł do Egiptu.
Najświętsza Rodzina pozostawała tam aż do śmierci Heroda.
1.
Ciężko było zapewne Najświętszej Panience opuszczać ojczyznę i
Dom rodzinny, aby uciekać przed prześladowaniem. My Polacy
przeżywaliśmy to nie raz w naszych dziejach i choćby z czasów
ostatniej wojny dobrze to znamy. Zostawia się wszystko, a uchodzi
tylko z życiem. Jaki żal serce ściska, gdy pomyśli się o
tym co się zostawiło, w niepewności, czy będzie można jeszcze
kiedyś powrócić?...
2.
Trudy podróży Najświętszej Panienki były wielkie. Ubóstwo
dało się bardzo odczuć. Środki komunikacji (drogę odbywało się
częściowo pieszo, częściowo na osiołku) nie umniejszały
zmęczenia. Pan Jezus już jako Dziecko cierpieć chciał za nas. A
po przybyciu do Egiptu same obce twarze, nieufne spojrzenia,
trudności znalezienia pracy, to wszystko było cierpieniem. Nasze
życie całe jest podróżą. Jeżeli trudy, niewygody, braki,
zbytnio nam dokuczają, pamiętajmy, że to tylko od czasu do czasu,
że cierpienie ma wielką wartość przed Bogiem, jeżeli sam Zbawca
na ziemije obrał i że, byleśmy w cierpliwości z drogi Bożej nie
zboczyli – dojdziemy do przystani.
3.
Pomimo ciężkich warunków materialnych św. Józef i Najświętsza
Panna nie narzekają, nie skarżą się, ale z wiarą spoglądają w
niebo, że dobry Bóg czuwa nad nimi w swej Opatrzności – z
ufnością, że nie da zginąć. Tajemnicą ich było to, że mieli
Jezusa. I
my powinniśmy mieć Jezusa w duszy, w modlitwie u stóp Tabernakulum
czerpać siłę do cierpienia i być zadowolonym z tego, co Bóg
daje. Nie zazdrośćmy tym, którzy mają więcej, nie raz wśród
bogactwa rodzi się inne większe nieszczęście w duszy, choć
ukryte, nie prowadźmy życia nad stan, ale poprzestańmy na małym,
starajmy się wytworzyć dokoła siebie Boża atmosferę wzajemnej
miłości, pogody, dobrego słowa, a Bóg nas z pewnością nie
opuści, ale udzieli siły, byśmy mogli przetrwać złą dolę.
STACJA
IV – JEROZOLIMA:
Maryja
pielgrzymuje do Jerozolimy by ofiarować Jezusa w świątyni.
Jakaż
to radość dla Maryi Matki, móc swoje Dziecię, gdy nadeszła pora,
zanieść do świątyni, aby je Bogu ofiarować! Dziecię, które
niosła w ramionach, było dziecięciem przedziwnym, jakiego jeszcze
nigdy na ziemi nie było, Synem Boga samego. Teraz miała go zanieść
do świątyni, do domu Boga, Jego Ojca.
Ofiarowanie
Jezusa w świątyni objawia jednoznacznie najważniejszą prawdę o
Jego relacji do Boga i wynikających z tego konsekwencjach dla
wszystkich ludzi. Jezus nie zostaje przyniesiony do domu Bożego, aby
zostać wykupiony, jak nakazywały przepisy Prawa Mojżeszowego
odnoszące się do wszystkich pierworodnych niebędących lewitami,
ale zostaje przedstawiony Panu, czyli poświęcony Mu na służbę.
Fakt, że chodzi tu o coś innego niż wykupienie potwierdzony jest
powołaniem się przez Ewangelistę na Boże polecenie dane
Izraelitom w noc wyjścia z Egiptu: „Każde pierworodne dziecko
płci męskiej będzie poświęcone Panu” (Łk 2,23; por. Wj
13,2.12.15). Również Samuel jest oddany przez swoją matkę Annę
na służbę w domu Bożym: „Oto ja oddaję go Panu. Po wszystkie
dni, jak długo będzie żył, zostaje oddany na własność Panu”
(1 Sm1,28). Jezus jednak różni się od Samuela, ponieważ jest
przyniesiony jako Ten, do którego należy służba Panu, i jako Ten,
który bierze w posiadanie dom swego Ojca. Takie właśnie rozumienie
opisu o przedstawieniu Jezusa w świątyni potwierdzają Jego
pierwsze słowa w Ewangelii św. Łukasza, które są dane jako
odpowiedź szukającym dwunastoletniego pielgrzyma: „Czemuście
Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co
należy do mego Ojca?” (Łk 2,49).
Jezus
jako Syn Boży, Święty i Pierworodny, pochodzi w sposób całkowity
od Boga oraz całkowicie do Boga należy. W ten sam sposób wszelkie
sprawy Boże do Jezusa należą. Z tej wzajemnej i doskonałej
relacji między Jezusem a Bogiem wypływają wielkie dobrodziejstwa
dla nas wszystkich. Świadomość własnej niezależności i wolności
leży dziś u podstaw życia indywidualnego ispołecznego.
Ofiarowanie Jezusa w świątyni jednak ukazuje, że nasze
zbawienienie realizuje się przez zarezerwowanie czegoś dla siebie
czy jakiekolwiek inne wykupienie się od Boga. Nasze zbawienie
dokonuje się natomiast w całkowitej zależności od Boga i w
zupełnym oddaniu Mu własnej egzystencji.
STACJA
V – GOLGOTA:
Droga
krzyżowa Maryi na Golgotę.
1.
Stanę pod krzyżem wraz z Matką Najświętszą. Prosić będę o
serdeczny żal za grzechy.Są dusze, które kochają Matkę Boską
pod wezwaniem Nieustającej Pomocy, czy Dobrej Rady i Matki Bożej
Pocieszenia, ale uciekają od Matki Boskiej Bolesnej i od krzyża.
Tymczasem najodpowiedniejsze dla nas w życiu jest miejsce u stóp
krzyża. Dlaczego? Bo krzyż Chrystusa otworzył nam niebo, i stąd
każdy krzyż cierpienia zniesiony po bożemu, to kluczyk do nieba.
2.
Krzyż nas uświęca. Natura nas ciągnie do złego. Ale łaska Boża,
która spłynęła z Krzyża, wyjednała nam nie tylko obmycie z
grzechów, lecz i największe łaski potrzebne do świętości. Każdy
chrześcijanin powinien być świętym. „Wola Boża to uświęcenie
wasze. Uświęcenie to jest doskonałe spełnianie Woli Bożej, do
czegonas Bóg nas powołał. Siłę do tego daje spojrzenie na krzyż.
Jeżeli Pan Jezus zmiłości ku nam mógł tyle wycierpieć, czyż my
dla Jego miłości nie możemy sobie zadać trudu, aby wiernie i
sumiennie spełnić swój obowiązek? Modlitwa u stópkrzyża, siłą
napełnia duszę, by zdobywała cnoty z miłości i za przykładem
Jezusa Ukrzyżowanego. Dla Pana Jezusa żadna ofiara nie była zbyt
trudną zmiłości ku mnie, czyż i ja nie zdobędę się na jakąś
ofiarę z miłości ku Niemu?Przezwyciężenie swego humoru,
grymasów, dogodzenia sobie, braku sympatii dokogoś, wstrętu do
spełnienia twardego codziennego obowiązku, to wszystko nagina ku
dobremu złą, leniwą, naturę naszą i — spełnione dla
Boga — uświęca duszę.
3.
Matka Najświętsza u stóp Krzyża przyjęła w testamencie od
Jezusa, nas za swe dzieci. Ona gromadzi je u stóp Krzyża, u źródła
łaski, przebaczenia, miłosierdzia, siły i błogosławieństwa. Ona
wychowuje nasze dusze. Uczy jak należy się modlić, jak cenić
łaskę, jak korzystać z niej. My zaś, mając taką Wychowawczynię
i Matkę,g arnijmy się do Niej, prosząc, by nam dała ocenić i
zrozumieć tajemnicę krzyża, byśmy ukochali krzyż Jezusa i umieli
znosić nasze drobne krzyżyki: codziennych obowiązków,
przeciwności, trudności, przykrości, tak, aby one nas uświęciły.